Przyznam że ten rozdział na telefonie wydawał się dłuższy no ale jest jaki jest. Miłego czytania.
Osyrion umarł. Ale czy napewno? Nie jest to pewne. Zacznijmy od początku. Zawsze marzyłam aby uczyć się w internacie. Pod koniec roku szkolnego złożyłam papiery do tego, aby dostać się do internatu. To właśnie ten dzień! Dzisiaj dostane odpowiedź, albo się dostałam,albo nie. Od samego rana wypatrywałam listonosza w oknie na parapecie. Coraz dłużej tam siedziałam i coraz dłużej myślałam o tym że nie przyjdzie. Dochodziła 12 a jego dalej nie było. Wstałam zrezygnowana i zaczęłam kierować się do pokoju. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Pomyślałam sobie że listonosz nie przyjdzie i pewnie to ktoś do babci. Usłyszałam krzyk babci:
-wnusiu otwórz drzwi!.
-Dobrze babciu!-odkrzyknęłam.
Wkurzona na całego podeszłam do drzwi. A tam nie stał kto inny jak listonosz. Nawet nie zwróciłam na niego uwagi. Podał mi listy a ja ślicznie podziękowałam i odeszłam. Położyłam je na stole podczas gdy zaczęłam kierować się do pokoju. I znowu usłyszałam głos babci:
-Wnusiu!
-Tak babciu?-odpowiedziałam.
-Jakiś list do ciebie przyszedł.
-Do mnie? Kiedy?
-Nie pamiętasz? Przed chwilką otworzyłaś drzwi listonoszowi.
-Naprawdę? Nie pamiętam... Już idę!!-krzyknęłam.
Poszłam a tam... Mój wyczekiwany list. Tylko teraz pytanie:otworzyć czy nie. Jak się nie dostałam to trudno.
Zaczęłam powolutku i niepewnie otwierać list. Coś tam coś tam na samej górze jest napisane i wogule nie zwracałam na to uwagi. Zaczęłam czytać ostatnie zdanie: Z radością informujemy iż dostała się pani do internatu. Jak przeczytałam to zdanie to myślałam że będę skakać ze szczęścia. Babcia również się ucieszyła. Rok szkolny miał zacząć się 2 września, więc miałam jeszcze 3 dni. W liście napisany był dokładny adres,zdjęcia szkoły oraz domu, w którym będę mieszkać, lista książek potrzebnych oraz regulamin. Mam zjawić się w domu 1 września.
*******
To właśnie ten dzień. Dojeżdżam do domu, zwanego Anubisem. Wysiadłam z taksówki i zaczęłam kierować się prosto do domu. Do wejścia do domu dzieliło mnie jeszcze ok. 7 metrów. Kamienny chodnik, dom zbudowany z cegieł, czego można jeszcze sie spodziewać? Zauważyłam że przede mną idzie dwóch chłopaków mojego wieku. Właśnie kierowali sie do domu Anubisa. Ten po lewej stronie był wysoki na oko 1,80, miał ciemny blond włosy oraz niebieskie oczy. A ten po prawej miał na oko 1,70, brązowe włosy oraz niebieskie tęczówki. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym się w coś nie uderzyła albo wywróciła. Zapatrzyłam się w chłopaków idących i nie zauważyłam że kamienny chodnik znajduje sie na podwyższeniu. No i wywróciłam się. Moja walizka z rzeczami się rozsypała, a moje czarne pudełko gdzieś zniknęło. Na moje nieszczęście zdarłam sobie kolano. Jak próbowałam wstać to zakręciło mi się w głowie i prawie upadłam. No właśnie prawie bo nie wiem skąd ale pojawili się ci chłopcy na ktorych się zapatrzyłam.
-Hej wszystko w porządku?-spytał blondyn.
-Tak jakby...-powiedziałam z nutką niepewności.
-No czyli nie do końca.-powiedział szstyn.
-Widzieliście czarne pudełko?-zapytałam spanikowana.
-Niee a zaginęło Ci ?-spytał nie wiedzący o co chodzi blondyn.
-Powiedz po kolei...-powiedział szatyn.
Nie słuchałam nawet tylko szybko ogarniałam teren aby znaleźć moje pudełko.
-Hej!!!-krzyknął blondyn, a ja podskoczyłam.
-Powiedz co się stało.-powiedział powoli brunet.
-Przyjechałam do internatu, a ja jak to ja wywróciłam się i zgubiłam czarne pudełko.-powiedziałam na jednym tchu.
-Ahaa.-powiedział blondyn.
-Taaaak znalazłam.-krzyknęłam uradowana.
W moim pudełku znajdowały się skrzypce. Jak ja uwielbiam na nich grać. Czułam się trochę głupio.
-Hej jestem Emily.-podałam rękę uśmiechnięta.
-Hej ja jestem Eddy, a to mój kolega Fabian.- wskazał blondyn na szatyna.
-Do którego domu będziesz chodzić?-spytał Fabian.
-Yyyy... chyba do Anubisa. Tak do Anubisa.-powiedziałam z chwilowym zastanowieniem.
-To fajnie, my też do niego chodzimy.-powiedział Eddy.
-To super.-odparłam.
Wzięłam swoje walizki i poszliśmy do domu. Przed drzwiami wisiała drewniana tabliczka Anubis. Wogule cały dom jest piękny. Weszłam do środka z chłopakami i od razu w oczy rzucił mi się duży żyrandol, długie schody, ładnie ułożona płytka w podłodze i dużo sarkofagów.
-Chłopaki, mam pytanie gdzie jest Trudis Rehman i Victor Rodenmir?-spytałam,a chłopaki zaczęli się śmiać.
-Emily, Trudy to nasza gospodyni i pewnie siedzi w kuchni, a Victor Rodenmaar przyjedzie niedługo.-powiedział Fabian.
Ja zrozumiałam swój błąd. Weszliśmy do salonu a tam siedziało kilka osób. Wszyscy zaczęli się witać a ja stanęłam obok i się patrzyłam.
-Uwaga!!! To jest Emily. Jest nowa.-powiedział Eddy.
-Hej.-powiedziałam nieśmiało.
-Hej.-wszyscy krzyknęli naraz i zaczęli się śmiać.
-To zacznijmy od początku. Ten na kanapie to Jerome, a obok niego Alfie. Fabiana i mnie już znasz. Obok Alfiego siedzi Willow. Te siedzące koło stołu to Joy, Mara i Patricia.-Stwierdził Eddy.
-A czy ktoś oprócz mnie tutaj był?-spytałam.
-Była Amber i ona może pojawi się w tym roku. Nina,Mick i K.T ich nie bedzie.-powiedział smutny Eddie.
-A czemu, jeśli mogę zapytać?-odparłam.
-Mick jest w Australii z rodzicami, K.T musiała wrócić, a Nina nie chciała już z nami mieszkać.-powiedział.
-Przkro mi...-odpowiedziałam tylko to bo na więcej mnie nie stać.
-A mi nie bardzo.
Rozległo się w tej chwili otwieranie do drzwi. Zainteresowana Joy poszła zobaczyć kto to. Gdy osoba weszła to Joy krzyknęła:
-Nina!!!
I w tym momencie wszyscy z salonu przyszli zobaczyć czy to naprawde ona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz